wtorek, 20 maja 2014

Bajka o żabie - ceramika krok po kroku

Podobno najciekawiej jest tam, gdzie nie mamy wstępu, za kulisami przedstawienia, za ramami które obejmuje oko kamery... w pracowni artysty. Widząc niesamowite przedmioty zadajemy sobie pytanie: Jak to powstało?, Było łatwe czy trudne? Wykonane ręcznie, czy maszynowo? Takie pytania rodzą się w głowie, gdy nie znamy dziedziny, w której ktoś pracuje, czasami wręcz nie doceniamy czyjejś twórczości właśnie przez ową niewiedzę. W ramach kategorii: "Pracownia od kuchni" mam zamiar uchylić rąbka tajemnicy i drzwi do mojego artystycznego świata.




Zatem zapraszam do zapoznania się z ceramiczną
"Bajką o żabie" 
Zaczęło się niewinnie, powstała niby zwykła miska, ale zaraz pojawiło się do niej przykrycie i jakieś formy liściaste. Całość musiała pójść spać na 24 godziny. Następnego dnia, gdy glina stała się "skórzasta" (nadal elastyczna, ale już nie tak miękka i plastyczna) zaczął powstawać pewien dziwny twór, rzec by można, że jakaś gadzina, choć gwoli ścisłości jest to płaz.

Z kawałka nieforemnej gliny, przy użyciu drewnianych patyczków i wykałaczek, zaczął wyłaniać się pyszczek z kadłubkiem, który trafił na wcześniej przygotowaną misę. Gdy zwierzak, choć bez łapek, już mocno trzymał się podłoża zaczęły powstawać macki, które utwierdzają nas w gatunku owego stwora.


Zatem gotowa żabka zasiadła na glinianym liściu, dajmy jej odpocząć...minimum 3 tygodnie, po tym czasie dorwiemy się do niej z papierem ściernym i wrzucimy do pieca. Żaba okazała się odporna na wysokie temperatury, nie zgubiła żadnej kończyny, zyskała lekko kremowy odcień i trochę się zakurzyła. Zatem bierzmy się do dalszej roboty, by zyskała odpowiedni dla niej obślizgły blask.


Piszę o blasku, a tu same matowe i pastelowe kolory? Oto proces szkliwienia, tajemnicze proszki rozrabia się z wodą i delikatnie pokrywa nimi powierzchnię biskwitu (wypalona glina), czym więcej jest pomalowane, tym trudniej, bo woda z owych "farbek" wsiąka w glinę, a na jej powierzchni pozostaje pył, który bardzo łatwo uszkodzić. Niech nie zmyli Was owa delikatna kolorystyka, szkliwa mają to do siebie, że w 99% przypadków przed wypałem nawet nie przypominają docelowych kolorów. Ta cecha barwników utrudnia twórcy zadanie, ale sprawia, ze każda praca jest niepowtarzalna, a jakie potrafi przyszykować niespodzianki po kolejnym wypale, wie każdy kto choć raz spróbował szkliwienia! Zatem znów wracamy do pieca i podgrzewamy go do 1040 °C...

 

Żaba w trzech odsłonach, czyż nie diametralnie odmieniona? Intensywnie oranżowe szkliwo zamieniło się w przezroczysto zielone z turkusowymi plamkami, a różowo - białe plamy stały się morsko - zielone. Przystało by na koniec rzec, że zamiast misy mamy ukryty pojemnik. Sprawdziłam, na żywych okazach ludzkich, iż nie każdy od razu orientuje się, że pod żabką jest skrytka a ona sama służy jako gałka z pokrywką.




Kum, kum moi mili, mam nadzieję, że powyższy post był wart poświęconej chwili :)
A żabka w sklepiku znajduje się tutaj: KLIK
Trzymajcie się ciepło!

3 komentarze:

  1. Ja jestem osobiście zachwycona!! :) Uwielbiam pracę w glinie mimo, że nie miałam ku temu zbyt wielu okazji, ale proces szkliwienia i oh! te efekty! Mnie obezwładniają :) Żabka jest obłędna. :) Nie wiem jak to jest z takimi bryłkami gliny po wypaleniu wagowo, ale gdyby robić ją na korku może dało by się zrobić wisior z podobną? Jestem na tak! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. piekna praca i wspanaile opisany proces tworczy. brawo

    OdpowiedzUsuń
  3. rewelacja! praca z żabą jest fantastyczna :) też uwielbiam ceramikę :)

    OdpowiedzUsuń

klik klik ... dziękuję za komentarz :)