Pages

czwartek, 4 lutego 2016

Powiedz kotku, co masz w środku? :)

Czy już słyszycie tupot kocich łapek, a może plusk rybiego ogona? Ja czuję pod palcami chłód metalu i bogactwo faktur, na twarzy krąży mi lekki uśmiech, a wszystko za sprawą pewnego kociaka. Zawładnęły mną zwierzaki, do tej pory powstał już LEW i WILK, nadszedł czas na stworzenie domowe, ale... czy aby na pewno pochodzące z tego świata? Kotek, choć wygląda bardzo realnie, przybywa jednak z krainy baśni, śnią mu się przepyszne rybki, które wplątały się w jego mięciutkie futerko, aż się oblizuje ze smakiem! 



REALIZM MAGICZNY

Niby wszystko realistyczne, pyszczek zwierzaka, "puchate" futerko, małe kły... aż tu nagle wyskakują te rybie ogonki! No, jak to tak można widza mylić i w głowie mu mieszać? A no tak się własnie dzieje, gdy zaczynam rozrysowywać moje animalsy. Pierwsze dwa nie doczekały się dokładnego projektu, za to najnowsze mają już szczegółowy rysunek. Moja wyobraźnia bardzo dobrze działa przy szkicowaniu, przez co powstają takie kwiatki (zasadniczo planuję już pewnego dzikiego zwierza wśród hawajskich kwiatów!). To chyba kolejny powód, aby przelewać pomysły na papier :D


Na rysunku moje perskie kocie (jedna z fanek podpowiedziała mi, że to właśnie pers), wyszło mi bardziej mięciutkie niż to z blachy, no ale zarówno materiał, jak i moje dotychczasowe doświadczenie mają pewne ograniczenia. Jak by nie było, będę nad tym jeszcze pracować. 

KROCZEK PO KROCZKU

Od jakiegoś czasu krąży mi po głowie pewna myśl, która uaktywnia się gdy piszę o etapach powstawania biżuterii. Nie chciałabym, aby zawsze były to powtarzalne posty, na zasadzie: tnę, szlifuję, lutuję i oksyduję. W zasadzie właśnie bardzo skrótowo opisałam, na czym polegały kroki pracy. Dlatego przy tego typu wpisach postaram się zwracać więcej uwagi na inspiracje i trudności, jakie napotykam w trakcie tworzenia, a do tego dołączę sporą dawkę zdjęć. Co Wy na to? Czy wolicie jednak, by dokładniej opisywać fotografie?



Mój kociak został dość mocno poszatkowany, im więcej elementów tym bardziej skomplikowana logistyka. Już na etapie cięcia zaczęłam zastanawiać się, które elementy lutować na początku i jak po kolei połączyć wszystko w całość. Przykładowo, gdybym na sam koniec zostawiła sobie przylutowanie noska, zapewne ten kawalątek blachy spaliłby się w trakcie ogrzewania, a cała reszta nadal byłaby zbyt chłodna, aby stopić lut (obiecuję, że w najbliższym odcinku WARSZTATU JUBILERA poruszę kwestię lutowania i wszystkiego co z tym powiązane).

Tak na marginesie, chyba już wiem, jak Japończycy tworzą swoje stworki do mangi. Czyż ten wstępnie wycięty pyszczek, nie przypomina Wam własnie takiej postaci z anime? Ja od razu miałam takie skojarzenie :D




Czyżby te rybki go gilgotały? Z założenia nasz bohater miał ziewać, ale bardziej wygląda, jakby się uśmiechał, a część osób twierdzi, że się bezwstydnie oblizuje! Wracając jednak do lutowania, mój kot jest jak cebula (albo org), ma wiele warstw, dlatego musiałam uważać, by nie pominąć jakiegoś elementu, bo później mogłabym mieć problem z jego dołączeniem. Przed rozpoczęciem łączenia wszystkie części zyskały faktury, dzięki dwóm starym młotkom, stemplom do skór i puncynie repuserskiej (użytej totalnie nieprofesjonalnie :)



Permanentny, cienki marker zawsze przydaje mi się przy pracy, z jego pomocą zaznaczam miejsca lutowania. Oczywiście w trakcie nagrzewania blachy linia w pewnym momencie znika i wtedy staram się, by moje detale już nie drgnęły. Na koniec tradycyjnie nie żałowałam oksydy, która zyskała szaro - brązowy odcień. Wiecie, że jej kolor jest zależny nie tylko od stężenia roztworu, w którym kąpiemy przedmiot? Zupełnie inny odcień możemy uzyskać, myjąc naszą pracę przed tym zabiegiem (wystarczy zwykłe mydło i stara szczoteczka do zębów).


Gdyby Nasz kocur był bokserem (sportowcem, nie psem), to zaliczyłabym go do wagi ciężkiej, bo waży prawie 50.0 g (razem z łańcuchem, na którym wisi), czyli nie należy do maluszków :D W trakcie pracy zastanawiałam się, czy nie zostawić go w pomniejszonej wersji, czyli tylko z tą małą rybką, ale bez dolnego pasa sierści i rybich ogonów. Szybko jednak rozwiałam swoje wątpliwości i postanowiłam zrealizować pierwotny zamysł. 

A Wam, jaki kot bardziej przypada do gustu - z rybami, czy bez?





A to się z człowiekiem dzieje, gdy za długo przebywa w świetle reflektorów... fotograficznych :D


Mam nadzieję, że kocurrro troszkę Was zaczarował i oderwał od wszędobylskiej szarzyzny, a ja tymczasem wracam do stołu złotniczego kończyć rozpoczęte robótki.

Trzymajcie się ciepło!


SKLEP WWW: www.sztukkilka.pl
FACEBOOK BIŻUTERIA: Sztuk Kilka Art Jewelry

***********************************************************

12 komentarzy:

  1. Kocur rzeczywiście czarujący i niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam kiedyś sąsiadów, którzy mieli hardcorowe ilości kotów, chyba sami nie wiedzieli ile ich było. Tym kotom często gotowali ryby. W całości, z głową i ogonem. Ja koty miałam tylko dwa, a jeden z nich, kiedy tylko wyniuchał te ryby, które z reguły studziły się w kuchni na parapecie, zakradał się i porywał jedną. Podczas ucieczki z reguły gubił części ryby wystające mu z pyszczka. Widok jak z kreskówki! Bardzo mi ten Twój kot mojego złodziejaszka przypomniał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż, to łobuz był! Ale Twój opis rzeczywiście pasuje do tego kociaka :) Ja mam trzy koty, na szczęście nie podkradają jedzenia... zazwyczaj :D

      Usuń
  3. świetny ten Twój kociak ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To już dość powszechne zjawisko które zaobserwowałam, że biżuteryjki i jubilerki zarówno polskie, jak i zagraniczne posiadają koteły :) jak widać mocno są inspirujące. Twój jak żywy w akcji, mimo że duży to nie widać tej wagi o której piszesz. Osobiście lubię robić duża a nosić jak już to małe wisiory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to kwestia, że kotów nie trzeba wyprowadzać i można dłużej siedzieć nad palnikiem :D W zasadzie ja też noszę drobniejszą biżuterię, szczególnie na paluszki, ale czasem lubię nałożyć na klatę coś dużego :D

      Usuń
  5. Zdecydowanie z rybkami, jest uroczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To dobrze, że z rybkami, bo po głowie chodzi mi jeszcze kilka pomysłów na takie realistyczno - fantastyczne zwierzaki :D Pozdrawiam Ciepło!

      Usuń
  6. Podoba mi się z rybkami. Jako kociara zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia, a z każdym następnym jeszcze bardziej ;-) Nie mogę się doczekać kolejnych "realistyczno - fantastycznych zwierzaczków"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Na pewno pojawią się następne zwierzaki - cudaki :D

      Usuń

klik klik ... dziękuję za komentarz :)