Pages

piątek, 26 sierpnia 2016

Lutownica nie tylko do lutowania...

W ferworze prania, prasowania i pakowania, zasypana tysiącem list z zadaniami do zrobienia, znalazłam chwilkę na napisanie tego wpisu, choć słowo "chwilka" będzie zapewne nieadekwatne, gdy podliczę wszystkie minutki :)  Nie bawmy się jednak w tego typu szczegóły, tylko przejdźmy do rzeczy. Skąd u mnie ten harmider? A no właśnie za momencik wyruszę w moją WIELKĄ AZJATYCKĄ PRZYGODĘ!!!, która potrwa niespełna trzy tygodnie, a w ich trakcie cztery razy polecę samolotem, mam nadzieję przejechać się jedną z najszybszych na świecie kolei -  Shinkansen (max. prędkość - 405 km/h); zwiedzić tysiące świątyń i najeść się ryżu do syta! Ach...! Jednak nie chwalmy dnia przed zachodem słońca i pomówmy o tytułowej lutownicy, która wcale nie musi służyć wedle jej pierwotnego przeznaczenia...



A JUŻ MYŚLAŁAM, ŻE ROZSTAŁYŚMY SIĘ NA ZAWSZE...


Lutownica, a w zasadzie stacja lutownicza przez jakiś czas była moim nieodzownym towarzyszem pracy nad biżuterią. Ponad dwa lata dzielnie topiła cynę, zamieniała ją w kuleczki i okrywała miedź srebrzystą powłoką.. Aż wreszcie nadszedł dzień rozstania, zapadła decyzja - Biorę się za pracę w srebrze! Nie było już odwrotu, witrażowe szpargały pochowałam na półkach, prym zaczął wieść palnik, topnik zastąpiłam lutówką, a miedź srebrną blachą. Okazjonalnie zdarzyło mi się chwycić za lutownicę, choć głównie w celu stworzenia witrażowych kloszów do lamp :)

Tak trwała sobie nasza rozłąka, stacja się kurzyła a mi jej było trochę żal, aż dnia pewnego zastukał do mej głowy pomysł.... Pracownię i szkicowniki już dawno opanowały zwierzęce stwory, które przenoszę na fale srebrzystej blachy. Jednak trapił mnie pewien niedosyt twórczy, a gdyby tak zrobić biżuterię z wyraźniejszym rysunkiem, wykorzystać to cieniowanie i lekkość linii? I tu z pomocą przybyła wysłużona lutownica i grot, który wcześniej do niczego nie był mi pomocny, a teraz wiedzie prym wśród swych stalowych braci. W ten o to sposób zaczęła się moja przygoda z pirografią :)


TRUDNA SZTUKA PIROGRAFII 

W wypalaniu, jak w życiu niczego już nie cofniemy, jeden niepewny ruch, źle postawiona kreska i po sprawie. Ołóweczek możemy wytrzeć, a wypaloną linię.. hmmm... co najwyżej spróbować zatuszować, ale to nie najlepsza metoda. Po zbyt wielu dotknięciach gorącym grotem skóra się wypala, robi się szorstka i przestaje zmieniać barwę. Zatem trzeba mieć pewną rękę i w moim wypadku gotowy szkic, który w ogólnym zarysie odbijam na skórze, potem zaczyna się zabawa w cieniowanie i detale.




W zasadzie wypalony rysunek powstaje całkiem szybko... a wszystko dzięki dokładnemu projektowi, który przed wykonaniem w skórze zazwyczaj muszę pomniejszyć o jakieś 20%. Inaczej moje zwierzaki byłyby ogromnych rozmiarów, choć do małych i tak nie należą o czym przekonacie się przy końcowych zdjęciach :D No to teraz czas na srebrną ramkę, myślę że do szczęścia nic więcej im nie potrzeba... oprócz ochrony...


Mogłabym pozostawić skórę w surowym stanie i pozwolić jej starzeć się wraz z właścicielem, jednak skusiłam się na nadanie jej barwy karmelowej. Do tego dorzuciłam odrobinę ciemniejszego preparatu postarzającego, który wtarłam w zagłębienia linii, by podkreślić rysunek zwierzaków. Jeszcze trochę przetarć i delikatnie połyskujący lakier i już moje dzikie zwierzęta były gotowe do oprawy (oczywiście po wcześniejszym wyschnięciu... kilkukrotnym wyschnięciu, po każdym etapie pracy :)


A teraz dzikie zwierzaki zaprezentują się w całej okazałości. Przedstawiam Rysia (vel Ryszarda), sówkę Płomykówkę i Wilka. Kto wie, może uda mi się stworzyć całą serię pod szyldem:

 ZEW NATURY






Na mnie już czas, muszę wracać do pakowania i ogarniania rzeczywistości :) Przede mną jeszcze kilka zadań do zrealizowania, choć lista na szczęście powoli się kurczy. Trzymajcie kciuki za moje wojaże, bo trochę się dygam przed tymi wyzwaniami! I do zobaczenia za około miesiąc, na pewno podzielę się z Wami moimi odczuciami i zdjęciami :D A najświeższe informacje znajdziecie na moim facebooku - FANPAGE

A tymczasem wpiszcie w komentarzu jakie zwierzaki chętnie byście zobaczyli w ramach serii ZEW NATURY? 

Trzymajcie się ciepło!

SKLEP WWW: www.sztukkilka.pl
FACEBOOK BIŻUTERIA: Sztuk Kilka Art Jewelry

**********************************************************

10 komentarzy:

  1. Ach ja się znowu mile zaczytałam :) Ty to naprawdę jesteś biżuteryjna czarodziejka, piękny ten Twój zwierzęcy świat :D A jeśli o zwierzaki chodzi no to wiesz, że ja z głową pod wodą siedzę, więc chyba każdy stworek byłby dla mnie boski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!! :D a wiesz, że nie pomyślałam o morskich stworach?!?! bo mi tylko futerkowe po głowie łażą :D Musze to niedopatrzenie naprawić! W zasadzie mam nawet jeden rybi szkic, który mógłby stać się naszyjnikiem :D

      Usuń
  2. Rewelacja! Piękna robota! Udanych wojaży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Teraz już mogę powiedzieć,że są udane i pełne inspiracji ☺

      Usuń
  3. ciekawi mnie jak zrobić tę ramkę <3

    OdpowiedzUsuń
  4. W zasadzie na zdjęciach trochę to widać :) wygięty srebrny profil zlutowałam z blachą, następnie odcięłam nadmiar blachy i wszystko oszlifowałam.

    OdpowiedzUsuń

klik klik ... dziękuję za komentarz :)